Zarys Świata

Podróże, podróże, małe i duże
Bądź na bieżąco

Japonia to zazwyczaj miłe miejsce. To samo można powiedzieć o Tokio. Niestety, jak wszędzie, są małe detale, które po pewnym czasie irytują każdego, kto pochodzi z innego kręgu kulturowego i nie jest do nich przyzwyczajony, a o których żaden przewodnik nigdy nie wspomina. Oto lista rzeczy, których w Japonii jakoś polubić nie mogłam. Ani trochę.
Jednym z najpopularniejszych pytań jakie słyszałam po powrocie z Japonii było "czy tam jest drogo?" "ile kosztuje chleb?". Przed wyjazdem sama zastanawiałam się ile kosztuje życie w Japonii, więc teraz, bogatsza o doświadczenie (i skrupulatne notatki z każdych zakupów) mogę się tą wiedzą podzielić!
Jadąc do Japonii byłam przygotowana na szok kulturowy- przecież wiedziałam, że ludzie tam inaczej mówią i jedzą, myślałam, że to właśnie najważniejsze różnice. Oczywiście, to nie wystarczyło. Co mnie najbardziej zdziwiło? Zanim przejdę do prawdziwego szoku kulturowego, najpierw opowiem o kulturowych niespodziankach- drobnych szczegółach które wprawiły mnie nie tyle w szok, co w zdziwienie. To właśnie te drobnostki uświadomiły mi, że pewne rzeczy robię nie dlatego, że to normalne, ale dlatego, że taka jest moja kultura.

#1 Poczucie humoru

Poczucie humoru było dosłownie pierwszym, co mi się rzuciło w oczy. Gdy podczas rozmów z Japończykami próbowałam żartować, tak jak to zawsze robiłam w Polsce, okazało się że nie tylko nie jestem zabawna, ale moje komentarze są źle odczytywane i wprawiają rozmówców w zakłopotanie. To samo dotyczyło żartów Japończyków- po prostu nie były śmieszne i nie byłam w stanie zrozumieć do czego zmierzają. Niby nic wielkiego, ale perspektywa pół roku bez żartów i śmiechu bynajmniej nie była zabawna.

#2 Menu

Tego co zastałam w Japońskich barach, restauracjach i kawiarniach nijak nie mogłam przewidzieć. Nieznajomość języka wielokrotnie przeszkadzała mi w delektowaniu się przysmakami za granicą, jednak nie tutaj! W Tokio każda, nawet najmniejsza knajpka w wystawowej witrynie ma modele wszystkich swoich dań (czasem również napojów) wraz z cenami. W dodatku modele są niezwykle dokładne- na talerzu dostaje się dokładną kopię, tyle że jadalną. Jeśli na plastikowym talerzu jest trzy kawałki mięsa, to również trzy znajdą się na prawdziwym. Kolejnym zaskoczeniem było angielskie menu- angielskich wyrazów tam nie za wiele, ale za to każdej pozycji w karcie dań towarzyszy zdjęcie. Można zamawiać zwyczajnie wskazując palcem!

#3 Owoce i warzywa

Brzmi przyziemnie, prawda? Najpierw to, co najbardziej dało mi się we znaki- ceny. Zamiast standardowych cen za kilogram, wszystkie owoce i warzywa miały cenę za sztukę. Dlaczego? Bo Japończycy naprawdę kupują je na sztuki. Ale na tym nie koniec- jedno jabłko (1 sztuka!) kosztowało ok. 6 zł. a 1/8 arbuza ok 12-13 zł. W restauracjach owoce serwowane są w tycich kawałeczkach- np. sałatka składa się z trzech kosteczek mango i dwóch ananasa. Sałatki? Zapomnij, zazwyczaj to posiekana kapusta z majonezem light.
Kolejną niespodzianką związaną z jedzeniem była sama czynność jedzenia. Ze zdziwieniem odkryłam ile w tak prostej czynności różnic kulturowych! Amerykanie dziwią się że Europejczycy nie jedzą pestek z arbuza, Europejczycy dziwią się że Amerykanie je jedzą. Australijczycy obierają pomarańcze łyżką (swoją drogą naprawdę dobry sposób). Raz nawet usłyszałam że śmiesznie jem sałatkę Cezar (która oczywiście była bez kurczaka a grzanek w niej tyle co kot napłakał). 

#4 Etykieta chodnikowa

Wszyscy wiemy, że chodzi się po prawej stronie. Otóż w Japonii nie, chodzi się po lewej. Wydawałoby się, że żadna filozofia, prawda? Niestety na tym się sprawa nie kończy. W Kansai na przykład chodzi się, owszem, lewą stroną, ale na schodach ruchomych staje się już po stronie prawej. Oprócz tego pełno jest stacji ze znakami "trzymaj się prawej/lewej strony"- na niektórych stronę trzeba zmieniać wielokrotnie. Ścieżki rowerowe? W Tokio traktowane są jako chodnik na którym trzeba po prostu lekko uważać, bo może będzie nim jechał rowerzysta. Zazwyczaj jednak prowadzi rower, bo zwyczajnie nie może się przez ten tłum przebić.

#5 Obsługa

Wszyscy kochają japońskie konbini i nie bez powodu. Po pierwsze, jest tam absolutnie wszystko, po drugie są otwarte przez całą dobę. To co mnie najbardziej w nich zaskoczyło, to obsługa. Oczywiście, wszędzie jest ona na wysokim poziomie, ale te malutkie sklepiki całodobowe to miejsce w którym się tego kompletnie nie spodziewałam. Obsługa zawsze się uśmiecha, radośnie wita wszystkich klientów, kłania się w pas po dokonaniu zakupu. Głośno i przynajmniej dwukrotnie przelicza otrzymane pieniądze i resztę, żeby upewnić się że wszystko się zgadza, pakuje zakupy do torebek starannie wszystko układając i zwija uchwyty toreb, żeby wygodniej było je nieść. Japońska obsługa jest po prostu najlepsza. 
Na dworze coraz chłodniej, liście brązowieją a jesień już oficjalnie się zaczęła.
Wraz z latem skończyła się moja wakacyjna przerwa- wreszcie jestem z powrotem w domu, wypoczęłam a teraz nadszedł czas na pisanie! Wkrótce więcej historii z moich podróży!

Po wspaniałej wyprawie przez ocean nadszedł czas zanurzyć się w nieco płytszych wodach i dać się porwać nurtowi rzeki. Akwarium Sunshine część druga: Waterfront Journey!

Ktoś chętny żeby zobaczyć rekina, pingwina, ośmiornicę i jadowite żaby na szczcycie wieżowca w samym centrum jednego z największych miast świata? Nic prostszego, wystarczy wybrać się do Sunshine City! W samym centrum Tokijskiego Ikebukuro jest niesamowite, dwupiętrowe akwarium w którym móżna podziwiać różnorodność morskiej fauny.




Krótki filmik, pełne sprawozdanie już niedługo!

Zupa miso to chyba najbardziej popularne danie w Japonii (wiem, wiem, wszyscy spodziewali się sushi, a tu taka niespodzianka!). Zupkę dodaje się do niemal każdego rodzaju dania obiadowego, można ją też jeść ze śniadaniem lub kolacją. Trochę przypomina nasz rosół, czasem mocno pachnie rybą, ale dobrze przyprawiona jest naprawdę pyszna. Dodatkowy bonus: można ją przygotować w 10 minut! To tyle tytułem wstępu, przejdźmy do rzeczy!

Składniki:

2 łyżeczki bulionu dashi (myślę że można spokojnie zastąpić lekkim bulionem warzywnym)
3 szklanki wody (3x 250 ml)
2,5 łyżki pasty miso (ja użyłam białej, ale każda jest dobra- co kto lubi)
65g tofu
1 łyżka suszonych wodorostów
zielona cebulka pokrojona w krążki

Przygotowanie:

  1. Wodorosty posiekać na małe kawałki. Tofu pokroić w dużą kostkę.
  2. Zagotować wodę w garnku. Dodać dashi. Mieszać dopóki się nie rozpuści. 
  3. Zmniejszyć ogień i dodać tofu i wodorosty.
  4. Pastę miso przełożyć do miseczki lub na chochlę. Dodać nieco bulionu i mieszać dopóki nie powstanie jednolita masa. 
  5. Dodać miso do zupy i gotować na małym ogniu przez krótką chwilę. 
  6. Dodać zieloną cebulkę i chwilę gotować. 
  7. Podawać od razu w małych miseczkach.
  8. Smacznego!
Zapisz się na subskrypcję żeby otrzymywać powiadomienia o nowych postach :)

“Prawie!” mamrocze kolejna osoba uderzając maszynę na odlew, tylko po to by po chwili dokarmić ją kolejnymi srebrnymi monetami. Witamy w Game Arcades! Salony gier są w Japonii bardzo popularne i nietrudno je znaleźć. Zazwyczaj są ogromne i mają przynajmniej 5 pięter, ale można też znaleźć mniejsze w centrach handlowych czy spokojniejszych dzielnicach, Czas na kilka słów o tych hałaśliwych miejscach wypełnionych po brzegi ludźmi którzy wciąż mają nadzieję na szczęście.

Tuż przed rozpoczęciem semestru uczelnia zorganizowała wycieczkę dla wszystkich studentów z wymiany zagranicznej. Pojechaliśmy do Chichibu- zaledwie dwie godziny drogi od Tokio. Atrakcje obejmowały: spływ łódkami, przygotowywanie ciastek ryżowych i Japoński grill, a także zbieranie truskawek!
10 świetnych porad od Lonely Planet można przeczytać tutaj

Czas zacząć pisać o tym jak nie głodować a jednocześnie nie bankrutować. Odpowiedź wydaje się prosta- jedz to co tubylcy. Tu jednak zaczyna się problem. Co jeśli tubylcy jedzą rzeczy które przez gardło nie przechodzą? Albo takie, które wyglądają ładnie, pachną ładnie, ale smak już za tym jakoś nie nadąża? Ano, w takich wypadkach trzeba pamiętać, że jedzenie ma przede wszystkim być zjadliwe. A to oznacza, że lokalne przepisy można by dostosować do własnych przyzwyczajeń i upodobań. I tak oto zaczynam moją książkę kucharską ;)

[Jeśli jesteś Japończykiem, przestań czytać tego posta! Przepis który zaraz podam ma się nijak do kanonów kuchni japońskiej a sushi master na jego widok zapewne by zemdlał. To jest moje gotowanie dla żółtodziobów, przepis z serii przynajmniej-tym-razem-nie-spaliłam-kuchni a efekt można opisać jako "wystarczająco zbliżony dla niewprawnego podniebienia". To jest wariacja na temat, mi smakuje, ja mam to jeść, moja kuchnia moje zasady itd.]

Panie i Panowie, oto przedstawiam przepis na susi z sałatką z tuńczyka. Uprzedzając pytania, tak to jest sushi. Widziałam je w prawdziwych Tokijskich sushi barach, to żaden wymysł. Danie łatwe do przygotowania, składniki dostępne a smak zbliżony do kontynentalnych upodobań.

Składniki: 

  • tuńczyk w sosie własnym x1
  • 1/2 małej cebuli
  • wasabi
  • ryż do sushi
  • ocet ryżowy (najlepiej specjalny typ przeznaczony do sushi)
  • nori (długie i wąskie)
  • majonez

Przygotowanie:

1. Ugotuj ryż. Dodaj ocet ryżowy (jedna łyżeczka do miski ugotowanego ryżu). Ja gotowałam jak standardowy ryż biały.

2. Posiekaj cebulę najdrobniej jak to możliwe. Zmieszaj z posiekanym tuńczykiem i łyżką majonezu. Można dodać pieprz lub posiekane jajko zależnie od upodobań. I tak oto mamy pastę z tuńczyka!

3. Uformuj 5-cio centymetrowe wałeczki z ryżu.

4. Owiń ryż nowi. Posmaruj odrobiną wasabi do smaku.

5. Połóż pastę z y=tuńczyka na ryżu, wewnątrz "koszyka" z nori. (Jestem prawie pewna że to nie jest właściwa kolejność, ale taka jest najwygodniejsza- bałam się że pasta spadnie)
6. Podawaj z sosem sojowym i marynowanym imbirem.

Version with an egg
Porady SOS:
  • jeśli nori nie chce się trzymać razem, można użyć odrobiny wasabi żeby je "skleić" albo posmarować wewnętrzną część odrobiną wody.
  • jeśli kształt nori nie pasuje do tego typu sushi, pamiętaj że kuchenne nożyczki są przyjacielem! 

Każdy zapewne słyszał o ceremonii herbacianej. Japonia jest znana z zamiłowania do zielonej herbaty a ceremonia to potwierdza- trwa długo a jedyne co się w trakcie robi to delektuje i podziwia herbatę. Ta w której brałam udział była dość prosta i szybka- w sumie trwała kilka minut. Nadal jednak była bardzo ciekawym doświadczeniem.

Japończycy uwielbiają zieloną herbatę- to się da zauważyć już w ciągu pierwszej godziny pobytu. Matcha (zielona herbata japońska) jest wszędzie- w restauracjach, w kawiarniach jako dodatek do kawy, w automatach z napojami, w ciastach, ciasteczkach, batonikach i cukierkach. W Starbucks można kupić latte z zieloną herbatą, KitKat sprzedaje batony o tym smaku. Wszystko to zaczyna się w tradycyjnym zbieraniu herbaty i ceremonii herbacianej. Na moje szczęście, nasza uczelnia zorganizowała jednodniową wycieczkę, w czasie której mogliśmy dowiedzieć się więcej na ten temat.

Fotorelacja z wycieczki do parku Inokashira. Zdjecie mówi więcej niż tysiąc słów, a w przypadku parku nie bardzo jest o czym mówić, więc patrzcie i podziwiajcie, Mili Państwo:

Po przeprawie przez Foot Town i kupieniu biletów (więcej na ten temat tutaj) czas wreszcie wznieść się w górę!

Moja wyprawa na Tokio Tower zaczęła sie dość późno (dokładnie o 17), a że po drodze była świątuna Zōjō-ji, gdy wreszcie dotarłam do wieży, było już po zachodzie słońca, więc mogłam podziwiać panoramę Tokio nocą.