Zarys Świata

Podróże, podróże, małe i duże
Bądź na bieżąco

5 niezbyt miłych niespodzianek w Japonii



By  Unknown     18:40    Etykiety:,, 

Japonia to zazwyczaj miłe miejsce. To samo można powiedzieć o Tokio. Niestety, jak wszędzie, są małe detale, które po pewnym czasie irytują każdego, kto pochodzi z innego kręgu kulturowego i nie jest do nich przyzwyczajony, a o których żaden przewodnik nigdy nie wspomina. Oto lista rzeczy, których w Japonii jakoś polubić nie mogłam. Ani trochę.


#1 “Dziękujemy, że tak długo Państwo zostali”

Do sushi baru w Polsce przychodzi się dla smakowania i towarzystwa. Wypada zostać przynajmniej godzinkę (z czego połowę zajmie przygotowanie jedzenia). Myślicie, że tak samo jest w Tokio, że można tam wpaść ze znajomymi, pogadać, pojeść i miło spędzić czas? Otóż nie do końca. W Japonii sushi bar to miejsce gdzie się je. Zajmuje się miejsce, składa zamówienie, napełnia żołądek i wychodzi. Zdałam sobie z tego sprawę, gdy podczas miłego popołudnia w takim właśnie miejscu, do mnie i koleżanki podeszła pani z obsługi i serdecznie podziękowała za to, że tak długo zostałyśmy. Tłumaczenie: "siedzicie tu za długo, proszę wyjdźcie wreszcie." Okazało się, że byłyśmy tam już 80 minut (na naszą obronę: było naprawdę miło, zamawia się po porcji/ talerzyku na raz a przygotowanie tych dwóch sztuk surimi trochę czasu zajmuje, dodatkowo chciałyśmy spróbować więcej niż jednego rodzaju więc oczekiwanie sporo zajęło, w lokalu mieli też ciasta i lody, a co najważniejsze: cały czas coś zamawiałyśmy i nadal było kilka wolnych stolików na sali). W normalnych warunkach usłyszałybyśmy tę formułkę pewnie po 40 minutach, ale jako że wyglądałyśmy na obcokrajowców, zrobiono dla nas wyjątek. Oczywiście, pani z obsługi była bardzo uprzejma i miło się uśmiechała, ale i tak doświadczenie było nieprzyjemne -  wolałabym jeść bez pośpiechu i zerkania na zegarek, przyzwyczajona do tego że sushi to raczej restauracja niż fast food.

#2 Brak koszy na śmieci

Coś co w Japonii zauważa się od razu to absolutny brak koszy na śmieci. Można je znaleźć tylko w kilku specyficznych miejscach - przy wejściu do konbini, na peronach i przy automatach z napojami i przekąskami. Nawet jeśli znajdzie się jakiś kosz, trzeba jeszcze rozgryźć system segregacji odpadów. W Japonii bowiem odpady segreguje się zawsze i wszędzie i to bynajmniej nie na papier, plastik i inne. Nie, segreguje się na PET, palne, niepalne i (jeśli dopisze nam szczęście) pozostałe. Wszystko opisane po japońsku. Koniec końców, jeśli się coś kupi, czy to słodką bułkę, napój, batonik, owoce, czy cokolwiek innego, trzeba być przygotowanym na noszenie ze sobą odpadków dopóki nie wróci się do domu. A wówczas trzeba jeszcze rozwiązać zagadkę "do którego kosza to wyrzucić?". Najciekawsze jest to, że Japończycy w ogóle nie rozumieli w czym tkwi mój problem - przecież konbini i automaty są wszędzie! Jakoś nie pojęli że zwyczajnie wydaje mi się nieuprzejme wchodzenie do sklepu tylko po to, żeby wyrzucić śmieci a obok automatu można pozbyć się tylko butelek.

#3 Spacery po chodniku

Przed wyjazdem wszyscy mówili mi, że Tokio to gorączkowe miasto gdzie wszyscy się spieszą. Nikt nie mówił, że najwyraźniej Japończycy do serca wzięli sobie "spiesz się powoli" bo wszyscy poruszają się tam niesamowicie wolno. Nie tylko spacerują po chodniku w żółwim tempie, ale też mają niezbyt miły zwyczaj zatrzymywania się na środku - a to żeby na coś popatrzeć, a to żeby z kimś porozmawiać, a to żeby poklikać w telefonie. To dałoby się jeszcze przeżyć, gdyby nie fakt, że chodniki są wiecznie zatłoczone- jedna osoba się zatrzyma a tłum wokół musi zwolnić. Największy koszmar: schody zwykłe i ruchome. Ludzie bardzo często idą po schodach wpatrując się jednocześnie w telefon, co na tempo dobrze nie wpływa. To, że ktoś zatrzyma się na końcu schodów ruchomych, bo musi odpisać na wiadomość zdarza się tak często, że na stacji Asakusa stoi strażnik, którego głównym zadaniem jest pilnowanie, żeby nikt u szczytu schodów ruchomych się nie zatrzymywał.
Co z tego, że jesteśmy w ciasnym korytarzu stacji metra, trzeba zrobić telefonem kilka zdjęć nowego plakatu!

#4 “Cześć piękna, chcesz iść na kawę?”

W Japonii moja pospolita twarz nagle stała się egzotyczna. Byłam wysoka i miałam jasne włosy i to wystarczyło - podrywaczy spotykałam na pęczki. Niby to nic złego, gdy nie fakt, że:
  • Panowie nie uznawali odpowiedzi "nie". I to nie była kwestia niezrozumienia mojego kiepskiego japońskiego, bo odpowiadałam po angielsku -  w tym języku też byłam zagadywana. Bo przecież widać, że nie jestem stąd, więc japońskiego pewnie nie znam. Moje "nie" traktowali jako "proszę przekonaj mnie bo kultura nie pozwala mi, jako skromnej kobiecie, powiedzieć tak"
  • Byli namolni, w kółko zapraszając a to na kawę, a to na drinka, a to na spotkanie z przyjaciółmi, mimo że powtarzałam, że nigdzie nie chcę iść i nie mam czasu.
  • Chodzili za mną, często przez całą stację (a tokijskie stacje są ogromne) co było lekko przerażające. Czasem wychodzili nawet za mną (nawet jeśli szłam z koleżanką) ze stacji i szli za mną ulicą, cały czas zagadując mimo, że coraz ostrzej protestowałam. 
  • Nie tylko mnie to spotkało. Wszystkie moje koleżanki, które wyglądem odbiegały od japońskiego standardu, narzekały na to samo - nie można było wyjść samej z domu, żeby się na kogoś takiego nie natknąć, a ich odmowy były ignorowane. Niezbyt przyjemne. 

  • Nikt nie reagował. Raz spotkała mnie bardzo nieprzyjemna konfrontacja z podpitym Japończykiem i jego kolegą w Game Arcade. Gdy odmówiłam wybrania się z nim na obiad i odwróciłam się żeby odejść, złapał mnie za ramię i pociągnął z powrotem. Musiałam się wyrwać i dobitnie poprosić, żeby mnie nie dotykał (ile z angielskiego zrozumiał to inna kwestia). Na zajście patrzyło dwóch ochroniarzy, w tym jedna kobieta. Nikt nawet się nie ruszył, tylko wpatrywali się we mnie wielkimi oczami. Najwyraźniej to ja byłam "tą złą" w tej sytuacji. Dodam jeszcze, że całe zdarzenie miało miejsce obok purikur -  miejsca do którego mężczyźni nie mają wstępu, chyba że towarzyszy im kobieta.


#5 Jedzenie na ulicy

Niegrzecznie jest iść i jeść w Japonii. Tak po prostu. Żadnego popijania kawy w drodze do pracy, żadnego podjadania w marszu, gdy jesteśmy spóźnieni na umówione spotkanie. Po prostu nie. (No chyba, że w anime gdzie zawsze biegną do szkoły z jedzeniem). Gdy chce się coś szybko zjeść, trzeba stać w miejscu, najlepiej nieopodal miejsca gdzie się je kupiło. Dla mnie, osoby przyzwyczajonej do ciągłego jedzenia w drodze, żeby nie marnować czasu, przystosowanie się do tego zwyczaju było prawdziwym koszmarem.
Na marginesie: kiedyś zapytałam Japończyka, co najbardziej podobało mu się podczas pobytu w Londynie. Odpowiedział: "Mogłem jeść frytki spacerując po okolicy". 

Podsumowując, mój pobyt w Japonii wspominam bardzo miło, spotkało mnie mnóstwo pozytywnych doświadczeń, ale niestety, jak wszędzie, było w nim kilka elementów, które sprawiały, że nie mogłam się doczekać powrotu do domu i "normalności".

Autor: Unknown

Komentarze i pytania zawsze mile widziane :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz