Zarys Świata

Podróże, podróże, małe i duże
Bądź na bieżąco

Wycieczka terenowa w Japonii- spływ łódkami, mochi, barbecue



By  Unknown     15:47    Etykiety:,, 

Tuż przed rozpoczęciem semestru uczelnia zorganizowała wycieczkę dla wszystkich studentów z wymiany zagranicznej. Pojechaliśmy do Chichibu- zaledwie dwie godziny drogi od Tokio. Atrakcje obejmowały: spływ łódkami, przygotowywanie ciastek ryżowych i Japoński grill, a także zbieranie truskawek!

Spływ tradycyjnymi łódkami

Pierwszą częścią wycieczki (oczywiście nie licząc przejazdu autokarem) był spływ rzeką Nagato. Pogoda była marna, padało prawie cały dzień, dlatego gdy wreszcie dotarliśmy nad rzekę wiele osób było nastawionych do całej wyprawy mocno sceptycznie. Niesłusznie jednak się martwiliśmy. Łódki miały materiałowe daszki osłaniające nas przed deszczem. Dodatkowo przy burtach, które były tak niskie, że bez trudu można było dotknąć tafli wody, były długie foliowe płachty, którymi zasłanialiśmy się podczas ostrych zakrętów. Nawet kropelka wody nas nie zmoczyła. Tradycyjne japońskie łódeczki (widoczne na zdjęciu u góry) były dość płytkie i ciasne. 
Rzeka Nagato 
Sama rzeka również była bardzo płytka- w niektórych miejscach można było poczuć jak szorujemy po dnie. Nie robiłam żadnych zdjęć podczas samego spływu,  ponieważ byłam zajęta: na zmianę podziwianiem widoków i kurczowym trzymaniem mojej kamizelki ratunkowej (powiedzmy, że nie jestem fanką sportów wodnych). Łódką kierowało dwóch panów w charakterystycznych okrągłych nakryciach głowy. Każdy miał długi drewniany kij, wiosłem tego się nie da nazwać, bo kij nie miał żadnego specjalnego zakończenia. Przy pomocy tych narzędzi odpychali łódkę od dna i okolicznych głazów. 
Przy brzegu rzeki było dużo głazów porośniętych ładnymi kwiatami

Ciastka ryżowe

Następna atrakcja to przygotowywanie ciastek ryżowych, zwanych mochi. Od tamtej pory to moje ulubione japońskie słodycze. Łatwo je zrobić. W drewnianym wiadrze znajduje się dużo ugotowanego ryżu, który ubija się drewnianym młotem. Po każdym uderzeniu do masy dodaje się odrobinę wody i miesza. Oczywiście, żeby przebiegało to sprawnie, potrzebne są dwie osoby. Po kilku minutach ryż przypominał ciasto i nadawał się do dalszej obróbki.
Przygotowywanie ciastek ryżowych
Ciasto ryżowe zostało porwane na małe kawałki. Każdy z nas mógł wziąć jeden i zwijając go w kuleczkę przygotować własnoręcznie ciastko. Można je jeść samo, ale zazwyczaj ma jakieś nadzienie. W naszym przypadku były to truskawki w anko- paście ze słodkiej, czerwonej fasoli. Na początku myślałam, że ta masa pokrywająca truskawki to czekolada! W smaku jest dość zbliżona, konsystencja jest tylko trochę inna, bardziej miękka. Wszyscy dostaliśmy po jednej takiej truskawce i zawinęliśmy je w naszą masę ryżową, w ten sposób powstało truskawkowe mochi (ichigo mochi?). Samo mochi nie jest słodkie, przypomina trochę nasze kluski śląskie, ale w połączeniu z nadzieniem tworzy naprawdę smaczną kombinację. Trzeba tylko trochę przeżuć, bo jest lekko gumowate.
Truskawki z anko
Ciasteczka ryżowe z nadzieniem truskawkowym

Japoński grill

Po przygotowaniu ciastek poszliśmy na obiad, co nie brzmi ekscytująco. Ku mojemu zaskoczeniu, obiad bynajmniej do zwyczajnych nie należał i do tej pory jest częścią którą wspominam najlepiej Obiad odbywał się w dużej sali bez ścian i dachu. Zdjęliśmy buty i weszliśmy na drewniane podwyższenie, gdzie ustawione były długie, wąskie i bardzo niskie ławy. Na podłodze rozłożone były poduszki, na których siedzieliśmy (próbowaliśmy klęczeć w tradycyjny sposób, ale nawet Japończycy przestali po kilku minutach). Nad nami były siatki, na których rosły winogrona (z racji pory roku na gałęziach nie było jeszcze liści o owocach nie wspominając). Całość przypominała przestronną i bardzo przyjemną szklarnię.
"Jadalnia" pod gałęziami winogron
Na stołach były grille i talerze z jedzeniem. Do wyboru mieliśmy cienkie plastry surowej wieprzowiny, liście kapusty (prawdopodobnie pekińskiej), kiełbaski, kawałki dyni i papryki, krążki cebuli, kiełki i grzyby. Na wegetarian czekały cztery rodzaje sera, głównie tofu.
Pałeczkami kładliśmy jedzenie na podgrzewanych płytach i obracając kilkakrotnie czekaliśmy, aż się ładnie podpiecze. Nie trwało to długo, nawet w przypadku mięsa. Każdy dostał miseczkę ryżu i sos sojowy z dodatkiem czegoś lekko słodkawego. Całość przepyszna- świeżo usmażone jedzenie z pysznym sosem, spożywane na świeżym powietrzu, w miłym towarzystwie, bez pośpiechu.
Japoński grill

Zbieranie truskawek

Ostatnią częścią wycieczki było zbieranie truskawek. Przyznam szczerze, że ta perspektywa nie napawała mnie entuzjazmem. Wszyscy wiemy, że zbieranie owoców w Polsce do rozrywek nie należy a i jako praca do najlepszych się nie zalicza. Spotkało mnie jednak bardzo pozytywne zaskoczenie. Weszliśmy do dużej szklarni, gdzie każdy z nas mógł zjeść tyle truskawek ile zdołał. Najciekawszy element w tym wszystkim- truskawki nie rosły na ziemi. Rosły w dużych donicach ustawionych na stołach, w zasięgu dłoni. Wystarczyło wyciągnąć rękę i już, żadnego schylania! W dodatku truskawki były naprawdę pyszne. Słodkie, nieco mniej soczyste niż nasze i dużo większe, ale nadal smakowały jak prawdziwe truskawki (nie jak te importowane duże i ładne, które smakują jak papier). Dodatkowy bonus- owoce w Japonii są naprawdę bardzo drogie, więc mieliśmy okazję na uzupełnienie witamin :)

Zapisz się na subskrypcję żeby otrzymywać powiadomienia o nowych postach :)

Autor: Unknown

Komentarze i pytania zawsze mile widziane :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz